Człowiek bez twarzy uszczęśliwi Cię za 50 dolców

August 29th, 2008

Na wstępie zaznaczę, że intrygujące i chwytliwe tematy postów trenuję  przed planowaną reaktywacją 1khz.pl

Mało mi projektów? Mało obowiązków. A jednak. Odczuwam potrzebę jakiejś humanistycznej ekspresji i treningu dostrzegając coraz poważniejsze problemy z wysławianiem się. A może odczuwam też trochę  potrzebę kopania leżącego, czyli mówienia światu co o nim sądzę. Kłóci się to trochę z jedną z moich ulubionych zasad. - Brzytwą Ockhama. Ale mam nadzieję, że podobnie jak kiedyś na 1khz.pl nie zostanę jedynym zrzędzącym.

Planuję też niedługo post na temat znajdowania wolnego czasu na prawie wszystko co chcemy robić.

Przechodząc do sedna tej notki chciałbym poruszyć temat serwisu kiva.org, (warto przejrzeć imponują statystki) czyli pożyczek, które zmieniają czyjeś życie. A może nawet nasze? Bełkotałem już o tym przy okazji TMT.Communities’08 Warsaw

Co może dać nam pożyczenie 50 dolarów irackiemu krawcowi, którego twarzy nigdy nie zobaczymy, dzieci nigdy nie poznamy, a który to może nie dożyć dnia spłaty?

Czy uspokoi to nasze sumienie? Pozwoli pomyśleć o sobie jak o zbawcy, który razem z innymi przedstawicielami tego szczęśliwszego (względnie) świata składa się na wędkę podczas gdy pozostali wysyłają tylko zepsutą rybę?

W tym drobnym geście, po stronie potrzebującego znajdziemy rozwiązanie konkretnego problemu, a my znajdziemy tam dokładnie to czego szukamy. Każdy wedle swoich własnych potrzeb. Możemy nawet wierzyć, że to swoisty, finansowy efekt motyla doby globalizacji. W końcu nie rzadko możemy się spotkać z teoriami, że jeśli potrzebujemy pieniędzy, to najpierw musimy je komuś dać. Nikt nie potrafi wytłumaczyć jak to działa, ale może coś w tym jest.

Ja w tego typu działaniu znajduję szerszą perspektywę do postrzegania swoich bieżących problemów i aspiracji. Czytanie historii ludzi, którym pożyczam pieniądze, przeglądanie profili innych użytkowników przypomina mi, że po za moim istnieje jeszcze jakiś inny świat ze swoim egzotycznym dla mnie bagażem.

Takie oderwanie od własnej rzeczywistości, krótkie wzniesienie się ponad swoje gniazdo czyni u mnie motywacyjne cuda.

Więc jeśli trudności, zagadki, obowiązki, decyzje piętrzą się przed Wami polecam te kilka chwil odskoczni. Za kilka dolarów możecie sprawdzić swoje odczucia i zagrać w grę, w której każdy wygrywa.

Martyna dostała ostatnio propozycję ciekawej pracy. Dlatego inwestycja w irackiego krawca nie jest przypadkowa.

Power of proud crowd

August 20th, 2008

Sukcesem zakończyła się ogółnoplaneterna kampania “Głosuj na Gdynię”, o której informowałem w lutym http://krzysztof.gibek.net/blog/2008/02/27/gdynia-ostatnie-starcie/

Po blisko pół roku firma Hasbro uprzejma była zaprezentować nam wyniki rywalizacji o miejsca w światowej edycji gry planszowej Monopoly. Dla wszystkich, którzy wspierali samozwańczego reprezentanta Polski serdeczne gratulacje. Do wyrównanej walki stanął również Szczecin. Przypomnę tylko, że Warszawa była nominowała przez organizatorów (Gdynia musiała wystąpić najpierw w eliminacjach) i tutaj lud stolicy się nie popisał. Warszawa nawet na moment nie włączyła się w walkę o premiowane miejsca, a jak pokazują wyniki nie liczyła się wcale wielkość państwa. Czy to znaczy, że Polacy nie lubią swojej stolicy? Może zamiast wydawać pieniądze na reklamówki miasta w TVN24 informujące, że w Warszawie wszystko jest naj naj naj w Polsce (wszyscy na to przecież łożymy) najpierw przekonali by do tego chociażby jej mieszkańców?

Ma ktoś pomysł, dlaczego firmie Hasbro liczenie wyników zajęło aż pół roku?

Dodatkowe informacje:

http://www.mmtrojmiasto.pl/2895/2008/8/20/gdynia-dostala-sie-do-monopoly

http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/news.php?id_news=29288

http://www.gdynia.pl/wydarzenia/70_51569.html

http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,5611103,Kup_sobie_Gdynie.html

Cofamy się

June 22nd, 2008

Małe spostrzeżenie na temat cudów, które miały nastać, a których wcale nie trzeba, by w Polsce żyło nam się lepiej.

W grudniu 2007 żeby wykreślić bank z hipoteki nieruchomości wystarczył odręczny wniosek zawierający 3 linie tekstu. Można go było sobie napisać w domu, w sądzie kupić jedynie znaczek i złożyć.

Dzisiaj w tym samym sądzie trzeba już wypełnić 4 stronicowy formularz, gdzie m.in. podajemy pełna nazwę banku, adres, regon, itp, itd

Powodem takiej zmiany jest informatyzacja ksiąg wieczystych w sądach. Będą one teraz przechowywane w postaci cyfrowej, więc potrzebna jest pełniejsza informacja jak również podanie jej w postaci sformalizowanej - stąd wypracowania petentów zastąpiono bezdusznym formularzem.

I można by powiedzieć, że to krok we właściwym kierunku, gdyby nie to, że przy okazji wykonano 2 kroki w kierunku przeciwnym. Cena wypisu z księgi wieczystej wzrosła z 6zł do 36zł! Informatyzacja kosztuje (ha ha)

Natomiast czas oczekiwania na dokonanie zmiany w księdze wieczystej wynosi tyle ile wynosił, czyli około pół roku w przypadku Sądu Rejonowego w Gdyni. Co to oznacza? Między innymi, to, że jeżeli nieruchomość finansuje się kredytem hipotecznym, to przez okres od zaciągnięcia kredytu do momentu wpisania przez sąd kredytodawcy do hipoteki, naliczana jest dodatkowa miesięczna opłata wynosząca nawet do kilkuset złotych (ubezpieczenie pomostowe - zależnie od kwoty kredytu i innych warunków)

Opieszałość polskich sądów (nawet po ich rzekomej informatyzacji) kosztuje więc nas całkiem sporo, realnych pieniędzy.

I po co nam jakieś cuda? Ale żeby nie było tak pesymistycznie… nie tylko nasze Państwo ma problemy :)

Szybki Szmal - Cofamy sie gość. Lilu

Life in Mono

June 22nd, 2008

Dzisiaj przedstawiam Wam zespół, który już niestety nie istnieje, wydał tylko jedną płytę w 1997 roku, która moim zdaniem jest genialna.

Gratka dla miłośników trip-hopu i nie tylko. Mowa o brytyjskim zespole Mono i ich albumie Formica Blues

Zespół odkopałem dzięki mixtape’om E_B_A, o których już pisałem. Gdyby ktoś miał problem ze zdobyciem całej płyty Mono, służę pomocą.

Przy okazji zapisałem się (wreszcie) do last.fm (tu propsa bierze Tumaniac). Tutaj macie mój profil i gorąco zachęcam do rejestracji oraz ściągnięcia małego, niewinnego programu, który monitoruje Wasze WinAmpy i Foobary, informując Waszych znajomych o tym czego aktualnie słuchacie. Na blogu pojawił się również widget tej serwisu. Teraz możecie śledzić czym katuje uszy sąsiadów :)

TMT.Communities’08 Warsaw

June 14th, 2008

Mam nadzieję, że znajdę chwilę, by podzielić się wrażeniami z tej imprezy, które są jak najbardziej pozytywne. Blogosfera huczy od niepochlebnych opinii na temat tej konferencji, pewnie między innymi dlatego, że prelegenci nie mówili za dużo o zbawianiu świata, standardach W3 i innych wysoko uduchowionych tematach. Nie wyrazili też samokrytyki, że robienie kasy na komentarzach na onecie jest wysoce niemoralne.

Pewnie również dlatego, że przemawiali ludzie, którzy na internecie robią jedynie pieniądze, ale nie wiedzą o nim wszystkiego. Natomiast obecnie na sali blogerzy nie chcieli się raczej wdawać w dyskusje, bo jak się wszystko wie to o czym dyskutować?

A tutaj oficjalna galeria zdjęć w tym moje zdjęcie, chyba pierwsze na tym blogu

Do zobaczenia na najbliższym 3Campie. Postaramy się z Maćkiem Saganowskim co nieco opowiedzieć o tej imprezie.

BTW: Prośba do Michała Fabera, żeby następnym razem nie kazał mi po 2h snu odpowiadać przed pełną salą na pytania “Dlaczego wspomagam przedsiębiorców na Togo“, bo to było ostatnie pytanie jakiego się spodziewałem ever i zrobić ze mnie idiotę mógł na 100 innych sposobów :)

Co jest ważniejsze od pieniędzy?

June 8th, 2008

Blog Edwina Bendyka zawiera bardzo ciekawy cytat z rozmowy z Aleksandrem Bardem, postacią o niesamowitej biografii:

Alexander Bard w przeszłości współtworzył legendarny gejowski zespół Army of Lovers, uczynił ze Szwecji potęgę w świecie muzyki popowej, występował jako drag queen i walczył z AIDS. Obecnie pisze książki filozoficzne, propaguje Zoroastrianizm i gra w elektro-popowym trio Bodies Without Organs.”

Bard mówi coś takiego i ja chciałbym się pod tym podpisać. Zaznaczyłem sformułowania, które uważam za kluczowe i mam nadzieję, że Wy również je podzielacie.

“Żyjemy w czasach zmiany, więc również wielkich eksperymentów. Ja sam budzę się rano, piję kawę, a później staram się zrobić coś, żeby dzień był przyjemny. Nigdy nie robię wielkich planów. I myślę, że większość kreatywnych ludzi dzisiaj podobnie jak ja robi równocześnie wiele różnych rzeczy. Przynajmniej jedna z nich pozwala im zarobić na utrzymanie, ale robią wszystko przede wszystkim dla zabawy. Nie twierdzę, że pieniądze w ogóle nie są ważne, ale istnieją stany pośrednie pomiędzy całkowitym brakiem pieniędzy i posiadaniem dużych pieniędzy. Każdy nadal oczekuje jakiegoś standardu życia - mieszkania, komputera, jedzenia i telefonu komórkowego? Ale to już nie kapitalizm, w którym chodziło o bycie jak najbogatszym. Dziś raczej chodzi o to, żeby wymyślić własny sposób na życie i być twórczym. To zapewnia znacznie wyższy status niż bogactwo.”

Chodzenie spać też musi mieć swój sens

June 2nd, 2008

Polecam Wam bardzo fajny artykuł wbrew pozorom nie do końca o śnie jako takim

http://www.scotthyoung.com/blog/2008/05/29/the-importance-of-going-to-bed-tired/

Dedykuje go zwłaszcza wszystkim, wypalonym korpoludkom topiącym smutki w DIVXach i “plejce”. Do tego grona należy niestety kilku moich znajomych. Ze smutkiem obserwuje jak marnują swój potencjał na rutynowe przemęczanie się dla innych.

Za zblipowanie linka dziękuje Arkowi Hajdukowi.

Społeczne inwestowanie, czyli być jak Roman Abramowicz

June 1st, 2008

Polecam (nie tak znowu nowy) artykuł na blogu webstop.pl na temat społecznego inwestowania na przykładzie serwisu pozwalającego nam stać się współwłaścicielem profesjonalnej, brytyjskiej drużyny piłkarskiej. Drugi zaś serwis pozwoli nam wcielić się w szefa wytwórni płytowej i inwestować w tych artystów muzycznych, którzy naszym zdaniem mają szansę na sukces komercyjny.

Dzisiaj postanowiłem sprawdzić oba serwisy.

Jeśli chodzi o myfootballclub.co.uk to moją szczególną uwagę zwróciły w miarę szczegółowe raporty finansowe dostępne dla wszystkich “akcjonariusz”. Nie udało mi się jeszcze doczytać na jakiej zasadzie można tam zarobić pieniądze. Hasło “The club has the potential to reach the Premiership” zachęca jedynie do tego, by zainwestować niezbędne minimum, czyli 35 funtów.

Pomijam już fakt, że drużyna Ebbsfleet United sezon zakończyła w środku angielskiej V ligi ze stratą finansową. Ale pewnie podczas sezony było sporo emocji i zabawy. Zwłaszcza przy wspólnym wyborze składu i taktyki

Może właśnie chodzi o samą zabawę i jest to nic innego jak serwis networkingowy, gdzie społeczność koncertuje się w okół czegoś co istnieje w prawdziwym świecie. Jest to i tak ogromny postęp ludzkości, jeśli pomyśleć o tym jak wielomilionowym biznesem są serwisy oferujące wyłącznie wirtualne przedmioty, opłacane prawdziwymi pieniędzmi. Chyba, że pojęcia “prawdziwy” i “wirtualny” nie mają już dziś żadnego znaczenia.

Moja, kolejna dzisiejsza inwestycja to dwie wokalistki szukające po 50k USD przy pomocy serwisu sellaband.com

Na wstępie zaznaczam, że Michaela Shiloh (tutaj na myspace) to ta, której muzyka mi sie podoba, a LAdY HaiDeE ma w tym momencie najkrótszą drogę do zebrania kwoty, która pozwoli jej nagrać płytę.

Możecie wesprzeć mój wybór inwestując min. 10 USD

Czy słusznie nazywamy takie serwisy społecznym inwestowaniem? Może jest to po prostu wyłącznie zabawa, a hasło “inwestowanie” jest jedynie na zachętę?

Pomimo tego co sądzi wielu z Was, uważam że serwisy tego typu przyjmą się w Polsce. Może nie dzisiaj, ale za 2-3 lata będą budzić równie wielkie emocje jak nasza-klasa.pl. Ile można marnować życia i pieniędzy na kupowanie wirtualnych kwiatków i czajenie się z nimi do panien, z którymi baliśmy się zamienić słowo na przerwie, w liceum, 10 lat temu, w prawdziwym świecie.

Ja chętnie spotkałbym się od czasu do czasu ze znajomymi, z którymi wspólnie zainwestowaliśmy np. w płytę artystki z Kalifornii, żeby np. zorganizować jej koncert i promocję w Polsce. A może wyjazd na mecz europejskich pucharów z naszym Internet United ?:)

Zmora komentowania na blogach

May 22nd, 2008

…przynajmniej moja - to brak powiadomienia o nowych komentarzach w wątkach, gdzie biorę udział w dyskusji.

Absurdalne wydaje się ręczne sprawdzanie co parę godzin, czy mój komentarz uzyskał jakiś follow up. Po pewnym czasie mi się to nudzi i np. za 3 miesiąc przypadkiem odkrywam, że dyskusja w której brałem kiedyś udział rozwinęła się w taki a nie inny sposób.

Prostym rozwiązaniem jest np, zastosowanie WordPressowego pluginu: CommentMailer24

Teraz wystarczy, że pod komentarzem zaznaczycie jeden checkbox:

Ignorancja 24

May 17th, 2008

Nie tak dawno Marcin Jagodziński pisał na łamach netto.blox.pl o ignorancji mediów internetowych na przykładzie gazeta.pl: http://netto.blox.pl/2008/05/ignorancja-w-gazeciepl.html

Mi dzisiaj udało się zobaczyć kilkadziesiąt ostatnich sekund programu “Ostatnie piętro” na TVN24 i fragment poświęcony serwisom networkingowym. Wywiadzik z panią z profeo.pl (…) oraz screen shoty popularnych, polskich serwisów czyli goldenline.pl, profeo.pl i …. busines.net

Macie pomysł jaki jest stopień ignorancji osoby, która przygotowywała ten materiał, że:

  • nie sprawdziła, że serwisem, o którym ma być mowa jest biznes.net, a nie busines.net (skąd w ogóle taki pomysł?)
  • nie zauważyła ,że coś może być nie tak, skoro słowo business pisze się przez dwa “s” na końcu
  • nie wydało jej się podejrzane, że prezentowany serwis odbiega nieco tematyką od programu
  • nie spostrzegła (potrzeba na to ok .10 sekund), że prezentowana strona została wykonana tylko i wyłącznie, by zbierać zagubionych, początkujących użytkowników internetu (w tym redaktorów polskich, topowych mediów) i przekierowywać ich na linki sponsorowane

W sumie CEO biznes.net - Michał Faber sam jest sobie winien. Jakby miał domenę .net.pl zamiast .net to może komuś w redakcji TVN 24 zapaliła by się ta ostatnia czerwona lampka. A tak to na “Ostatnim piętrze” siedzą po ciemku.