Archive for the ‘zabawa w Internet’ Category

Jak wygrać ligę w grze hattrick.org, radzi GM Grobar

Monday, April 7th, 2008

Ostatnio próbowałem pozbyć się kilkuletniego nałogu gry w hattrick.org. Gra nie sprawiała mi już takiej frajdy, a przy okazji mógłbym odzyskać trochę cennego czasu. Gra przestała mnie bawić między innymi, przez idiotyczny sposób dobierania sobie sparing-parterów na mecze towarzyskie. Operacja zajmująca wiele czasu i wymagająca mnóstwo klikania bez gwarancji, że zakończy się sukcesem. Zupełnie jakby twórcom gry zależało, żeby raz w tygodniu doprowadzić swoich użytkowników do gorączki.

Postanowiłem więc rozstać się z tym problem i pozbyć się drużyny. Wystawiłem ją więc na Allegro. Po kilkunastu godzinach aukcji (nie było ofert kupna) ostrzeżony przez jednego z użytkowników serwisu aukcyjnego, aukcję zakończyłem. Okazuje się, że regulamin tej gry w pewien sposób tego zabrania.

„zabronione jest także przekazywanie swojego zespołu innym osobom, gdyż byłoby to nieuczciwe względem osób wciąż czekających w kolejce na otrzymanie swojego zespołu.”

Argumentacja autorów tego regulaminu jest bardzo marna, a przypadki takich zachowań są nie do udowodniania. Ja jednak miałem „szczęście”.

Model biznesowy tego typu gier jest bardzo prosty. Dajemy grę za darmo, żeby mieć traffic, a zarabiamy na kontach premium i reklamach. Dodatkowo, znajdujemy sobie armię tzw. GMów (czyli mistrzów gry), którzy za darmo będą doglądać nam biznesu we wszystkich krajach, w których działamy. Jednym z motywatorów dla naszych wolontariuszy jest odrobina wirtualnego prestiżu i władzy jaką się ów towarzystwo cieszy.

Mimo natychmiastowego zakończenia aukcji, moje konto w HT zostało zablokowane.

Po wymianie zdań, w której to niejaki GM-Grobar umiejętnie obraził poziomem inteligencji wielu swoich przodków, postanowiłem dać sobie spokój. W końcu i tak chciałem się tej drużyny pozbyć. Przedstawię Wam teraz kilka faktów, a Wy sami oceńcie czy GM miał rację.

  1. Regulamin HT mówi o przekazywaniu zespołu. Aukcja zostało zakończona, nie było ofert kupna. Nie ma dowodów na to, że drużyna została przekazana.
  2. Gdybym był świadom idiotyczności regulaminu to w opisie aukcji nie podawałbym nazwy drużyny, a jedynie po jej zakończeniu po cichu przekazał ją nabywcy.
  3. Każdy może na Allegro wystawić dowolną drużynę z HT i być przekonanym, że za 1-2 dni zostanie ona komuś odebrana.

Całe to absurdalne zajście podsunęło mi jednak ciekawy pomysł. Jeśli ktoś z Was chciałby wygrać w HT swoją ligę to nie ma prostszego sposobu niż wystawianie na Allegro swoich, kolejnych przeciwników. Nazwijmy tę metodę „Na Grobara”. W końcu po to się jest Game Masterem, żeby doświadczać chwały i sławy.

To nie jest kraj dla innowacyjnych ludzi

Thursday, March 6th, 2008

Artykuł Alberta Tomaszewskiego w serwisie antyweb.pl sprowokował mnie do przedstawienia kilku swoich przemyśleń. Sam wpis nie jest jakoś specjalnie odkrywczy, ale temat zawsze mnie interesował.

Autor porusza temat hurtowej produkcji słabej jakości serwisów internetowych przez firmę o2. Ta niska jakość przejawia się zarówno w wykonaniu jak i tematyce.

Poruszane tutaj zagadnienia to materiał na kilkudziesięciu stronnicową rozprawę. Ja przedstawię tylko kilka, własnych, wyrwanych nieco z kontekstu przemyśleń.

Teoria 1

Wśród komentarzy blogerów spotykamy opinie, że Internet powinien uczyć i wychowywać, a firmy zarabiające w nim pieniądze powinny dbać o kondycję intelektualną i emocjonalną społeczeństwa. Mówiąc obrazowo, powinni ludzi rozwijać, a nie ogłupiać.
Utopia? Uważam, że w obecnym momencie to wręcz mega utopia. Polski (i nie tylko) Internet jest tworzony przez ludzi wybitnych (mam na myśli te jednostki, które rzeczywistość kreują ,a nie tylko ją konsumują) dla ludzi przeciętnych, czyli 95% społeczeństwa. Jeśli usłyszeć możemy opinie, że nasze elity są bardzo mizerne, to tylko dlatego, że kondycja całego narodu do najwyższych nie należy.

Chciałbym przypomnieć, że jedną z tak zwanych „misyjnych” firm jest u nas TVP i jeśli ktoś czuje się z tego powodu w jakiś sposób bardziej rozwinięty to proszę niech zajmie głos i o tym opowie.

Teoria 2

Postawę polskich firm porównałbym do Piramidy Maslowa. Te kilkanaście lat kapitalizmu nie pozwoliły wspiąć się nam jeszcze na wyższe szczeble. Wciąż tkwimy gdzieś w środkowych partiach.

Dolne partie oznaczały wczesny, dziki kapitalizm, gdzie liczyło się to, żeby szybko i możliwie jak najwięcej zarobić wykorzystując okazje w postaci destabilizacji politycznej i luk w prawie.

Kolejnym etapem jest adoptowanie zachodnich (bardziej rozwiniętych pod kątem rynkowości) wzorców. Czyli firmy wychodzą z założenia, że to co sprawdziło się za oceanem przyniesie sukces i u nas. No i przynosi. Na przykładzie polskiego Internetu widać to jak na dłoni.

To co firmy chcą nam powiedzieć robiąc kolejnego „pudelka” można streścić w następujących słowach:
„Na razie nadrabiamy 50 lat zaległości za kapitalistami z Zachodu, będziemy zarabiać pieniądze na tym co się akurat sprzedaje, bo jest tu dla nas sporo miejsca, budować pozycję, powiększać biura, modernizować floty samochodów. O Wasze uznanie i szacunek powalczymy za 5-10 lat”

Te same zjawiska obserwuję czasem u krajowych bootstrapowców, którzy swoje projekty porzucają jak tylko na horyzoncie pojawia się bezpieczny etat. Wiem to z doświadczenia, jak szybko znika u współpracowników zapał do podbijania świata, jeśli nadarza się okazja na np, wynajęcie własnego mieszkania, wzięcie samochodu na raty, itp.

Teoria 3

Polski rynek i polski odbiorca czy też konsument do przesadnie wymagających nie należą. Wszystkie, masowe wynalazki, które ogłupiały zachodnie społeczeństwa przez ostatnie 50 lat my mamy skumulowane w ciągu ostatnich kilkunastu. Nie jesteśmy jeszcze na to wszystko tak odporni jak oni, gdzie większy odsetek poszukuje czegoś więcej niż jest masowo serwowane. Można też powiedzieć, że nasz rozwój cywilizacyjny (zależny np. o sytuacji ekonomicznej) jest jeszcze zbyt skromny.

Teoria 4

Zmiana tego stanu rzeczy zajmie mam trochę czasu. Bo problem (np. ze zbytem czy kosztami) stymuluje innowacyjność, a u nas takich problemów na razie nie widać. Jeśli rynek będzie bardziej wymagający, to firmy internetowe będą zmuszone poszukiwać nowych rozwiązań. Póki co, jesteśmy na etapie „ma być”. Kolejnym etapem ewolucji będzie „ma być ładnie, ciekawie, solidnie, oryginalnie itp..„”

Spróbujcie pójść do VC (lub innego, poważnego inwestora) z Waszym innowacyjnym pomysłem, który nie został jeszcze wdrożony w żadnym kraju, a chcielibyście realizować go w Polsce. Spodziewasz się takiej reakcji?:

“Wow!, naprawdę Ty to wymyśliłeś? Możemy być pierwsi na świecie?!”

A niestety, masz dużą szansę na odpowiedź w stylu:

“Nie ma tego jeszcze w Stanach? Niedobrze, za duże ryzyko, nie wiemy jak do tego podejść, jak to się przyjmie…”

Parafrazując tegorocznego zdobywcę ośmiu Oskarów „To nie jest kraj dla innowacyjnych ludzi”.

Poszukiwany business manager dla magoo.pl

Friday, February 15th, 2008

Poszukuję osoby, która w zamian za udziały wsparła by mnie w rozwoju serwisu internetowego magoo.pl 

Serwis istnieje już prawie dwa lata, zrzesza ponad 730 zarejestrowanych podmiotów, jego obecność nie przeszła bez echa (artykuły w prasie, telewizji, Internecie):

http://www.google.pl/search?q=magoo.pl

http://www.magoo.pl/blog/category/magoopl-w-mediach/

 

Pożądane kompetencje:

  • Doświadczenie i wiedza na temat rynku e-commerce
  • Zorientowanie na cel jakim jest przyszła monetaryzacja projektu
  • Mile widziane umiejętności związane z tworzeniem aplikacji internetowych lub gotowość do finansowego wparcia takich prac.
  • Obecność w sieci moich kontaktów (linkedin.com, biznes.net, goldenline.pl) – do 4tego stopnia oddalenia.

Odpowiadając na propozycję prosiłbym o podanie informacji na swój temat – najlepiej w postaci linku do profilu w linkedin.com, biznes.net lub goldenline.pl

 Kontakt: kg@desktop.pl lub 0 691 405 123, skype: jamarpl

Poszukiwany business manager dla mojbiznes.pl

Friday, February 15th, 2008

Poszukuję osoby, która w zamian za udziały wsparła by mnie w rozwoju serwisu internetowego mojbiznes.pl

Serwis istnieje już ponad rok, a jego obecność nie przeszła bez echa (artykuły w prasie, telewizji, Internecie):

http://www.google.pl/search?q=mojbiznes.pl

http://www.mojbiznes.pl/blog/dla-mediow/

http://www.mojbiznes.pl/blog/category/mojbiznespl-w-mediach/

Mam kilka pomysłów na rozwój tego serwisu, jednak nie posiadam wystarczająco wolnych zasobów, by je realizować. Szkoda, by serwis pozostawał „niespełniony”.

Pożądane kompetencje:

  • Doświadczenie i wiedza na temat najnowszych trendów serwisów internetowych
  • Zorientowanie na cel jakim jest przyszła monetaryzacja projektu np. z udziałem inwestora finansowego
  • Zamiłowanie do tematyki serwisu
  • Mile widziane umiejętności związane z tworzeniem aplikacji internetowych lub gotowość do finansowego wparcia takich prac.
  • Obecność w sieci moich kontaktów (linkedin.com, biznes.net, goldenline.pl) – do 4tego stopnia oddalenia.

Odpowiadając na propozycję prosiłbym o podanie informacji na swój temat – najlepiej w postaci linku do profilu w linkedin.com, biznes.net lub goldenline.pl

Kontakt: kg@desktop.pl lub 0 691 405 123, skype: jamarpl

Wiedzą o Tobie tyle ile znajdą, a nie tyle ile chcesz żeby wiedzieli

Sunday, December 9th, 2007

Jednym z moich ulubionych powiedzeń jest rosyjska maksyma “Im ciszej jedziesz, tym dalej zajedziesz”. Nigdzie nie sprawdza sie lepiej niż w Internecie.

Niedawno kupowałem mieszkanie. Przy takiej transakcji w grę wchodzą dość duże sumy, warto więc negocjować (trzeba w ogóle umieć albo/i mieć jakieś argumenty). Podstawą do negocjacji jest chociażby minimalny zasób informacji na temat drugiej strony. Nikogo już nie dziwi, że po wpisania imienia i nazwiska w sieci można znaleźć ślad każdego. I tak np. w serwisie goldenline.pl znajdziecie na “mój” temat mnóstwo informacji: http://www.goldenline.pl/krzysztof_gibek. Ups, to chyba nie ja, ale imię i nazwisko się zgadza ;-)

A co byście powiedzieli, gdyby druga strona negocjacji zamieszczała z internecie relacje z ich przebiegu? Samobójstwo? Możliwe. Pamiętajcie, że publikując w sieci piszecie do wszystkich, a nie tylko do tych, których widzielibyście jako czytelników. Banalne ? Niby tak, ale pomyślcie jakiego doznałem szoku, gdy przeczytałem o sobie na blogu zbywców mieszkania i to dopiero na początku negocjacji: http://miliondolaroww12miesiecy.blox.pl/2007/10/Trudny-klient.html

Wnioski z tego wpisu zachowam dla siebie, chociaż przyznam, że więcej miałem ubawu niż wymiernych korzyści, ale jak to mówi stary, dobry dowcip “niesmak pozostał”.

Ostatnio zapoznawałem się bliżej z FaceBookiem (http://www.facebook.com/profile.php?id=702943331) i trafiłem przy okazji na artykuł http://www.time.com/time/business/article/0,8599,1687064,00.html. Jak wiecie (jeśli nie, to warto sprawdzić) Facebook to platforma, na która napisano mnóstwo aplikacji, których celem jest wywoływanie interakcji pomiędzy nami i naszymi znajomymi. Może się więc określać i definiować na podstawie preferencji muzycznych, filmowych, książkowych, geograficznych, kulinarnych, itp, itd. Możemy też zmusić różne inne serwisy, żeby informowały naszych znajomych o tym jakie strony ostatnio odwiedzaliśmy, jakiej muzyki słuchaliśmy, itp, itd. Cały ten obieg informacji na nasz temat dzieje się automatycznie i bez naszej wiedzy oraz kontroli. Możemy w prosty sposób doprowadzić do sytuacji, że każdy nasz krok w sieci będzie odnotowany i ciężko nam będzie potem zatrzeć ślady.

Prawdziwą wrzawę wywołał jednak nowy pomysł FB o nazwie Beacon. Pomysł polega na informowaniu naszych znajomych o dokonanych przez nas zakupach. Kolejny sposób towarzyskiej interakcji pomiędzy znajomymi ? Nic bardziej mylnego. Beacon to pomysł na świetny biznes, czyli na promowanie i reklamowanie określonych produktów. Jeśli my zdecydujemy się na zakup płyty CD czy nowego odtwarzacza MP 3 nasi znajomi dowiedzą się o tym i bardzo możliwe, że zapragną pójść w nasze ślady. Z natury lubimy chwalić się swoimi zakupami. Opowiadamy o nich, wyrażamy opinię, uzasadniamy, bronimy wyborów, często nakłaniamy innych, nie mając z tego żądnej, wymiernej korzyści. Gdzie leży problem? Doskonale obrazuje go poniższy cytat:

“What if you bought a book on Amazon called Coping with AIDS and that got published to every single one of your friends?”

Nie wszystkimi zakupami chcemy się więc chwalić, a czy dana nam będzie szansa o tym decydować? A może czeka nas zapotrzebowania na nowy rodzaj usług jakim będzie wymazywanie śladów naszej sieciowej aktywności? Za zakończenie zabawna historia, która przytoczyła Kira w komentarzu do linka: http://mojbiznes.pl/Panie-kup-Pan-Raport,link,454

Social lending czyli kredytowa sieć p2p

Tuesday, November 13th, 2007

Rozmowa na blipie z przedsiębiorcą internetowym Arkadiuszem Hajdukiem (właścicielem serwisu fairrates.dk ) uświadomiła mi istnienie bardzo ciekawego sposobu na przeniesienie idei p2p oraz web2.0 w świat instrumentów finansowych.

Sprawa dotyczy, tzw “Person-to-person lending“. Jest to pomysł na pożyczanie sobie pieniędzy przez osoby prywatne bez udziału banków. Bynajmniej nie jest to coś na wzór wzajemnej kasy zapomogowej, tylko sposób na inwestowanie i zarabianie pieniędzy.

Parę ciekawych informacji znajdziecie w prezentacji Marcina Sulikowskiego pochodzącej ze strony http://www.suler.org/2007/10/26/social-lending-czyli-banki-precz/

SlideShare | View | Upload your own

40 stron z poradami dla początkujących przedsiębiorców

Thursday, November 1st, 2007

Na początku chciałbym polecić wszystkim lekturę http://mojbiznes.pl/Darmowy-ebook-z-poradami-dla-tworcow-startupow,klik,1242

To PDF na dwa wieczory, gdzie ludzie sukcesu (pojmowanego w kategoriach zachodnich) udzielają rad tym, którzy chcieli by dołączyć do ich grona. Jeśli ktoś już trochę w tym siedzi, to niektóre rzeczy wydadzą mu się oczywiste, ale mimo wszystko warto jest je potwierdzić u niezależnego źródła.

Lektura tego dokumentu miała oczywiście pewną wartość dodaną w postaci odkrycia kilku ciekawych serwisów. Dzisiaj przytoczę dwa z nich

quickbooks2.jpgIntuit Quickbooks - Pozwala młodym przedsiębiorcom na usprawnienie tak zwanej papierkowej roboty. Fakturowanie, płacenie rachunków, prosty CRM, raportowanie. Niby ERP jakich wiele, ale wydaje się być idealnie skrojony dla młodych, przedsiębiorczych, którzy chcą się skupić na biznesie, a rachunkowość traktują jako zło konieczne. Ciekawie prezentuje się nawet wersja online. Tutaj niestety przychodzi rozczarowanie. Wymagany jest IE. Trochę mi to nie pasuje do targetu tego produktu, ale od czego jest wersja desktopowa, w tym obowiązkowo na MAC’a.

reevoo.jpgReevoo.com - Opinie na temat sprzętu zamieszczane przez jego użytkowników. Pomysł wałkowany już na tysiąca sposobów, a jednak serwis ten otrzymał wiele wyróżnień i należy do wiodących europejskich startup’ów. Na uznanie zasługuje jego prostota i przejrzystość. Ciekawa jest też sama zasada działania. Opinie zamieszczane są wyłącznie przez klientów stowarzyszonych z serwisem sklepów internetowych. Eliminuje to trole i speców od czarnego PR’u. Co mają z tego sklepy ? Tysiące nowych klientów, którzy po przeczytaniu recenzji kierują się do źródła pochodzenia danego produktu. Widzę tutaj pewne pole do popisu dla mojego projektu o nazwie kodowej “Shopfeedback” Nie klon, ale twórcze połączenie kilku ideii. Obecnie pracuję nad draftem, przy pomocy, którego mógłbym zarażać potencjalnych inwestorów.

#thaclan

Wednesday, October 31st, 2007

Powraca legendarny #thaclan. Powraca to za dużo powiedziane, bo czasy z przed 10 lat już nie powrócą, ale kilka osób przypomniało sobie o tych dziejach i powołaliśmy do życia wspólny blog thaclan.blogspot.com

#thaclan był kanałem w sieci IRCNet, który swoją działalność rozpoczął w roku 1997, czyli w czasach “pierwszych Moro” i w ogóle wszystkiego co było pierwsze w polskim rapie.

Kto wie, może kiedyś wspólnie wystartujemy w wyborach parlamentarnych, założymy fundację, a może po prostu spotkamy się po latach, co będzie pewnie nie lada wyczynem.

Ziobrowisko.pl - serwis, którego nie ma (jeszcze)

Thursday, August 23rd, 2007

Dzisiaj, podczas krótkiej sesji blipowej (żeby nie powiedzieć rozmowy) z Filipem Tepperem wpadłem na 140 w tym roku pomysł na serwis w konwencji web 2.0  - ziobrowisko.pl

Ziobrowisko.pl - czyli społeczność ludzi podsłuchujących, podsłuchiwanych, nagrywanych oraz nagrywających.

Idea serwisu polegały by ma umieszczeniu user generated content w postaci nagrań, filmów, zdjęć z sesji inwigilacyjnych przeprowadzanych przez użytkowników serwisu.

Wielkich pieniędzy może z tego nie będzie (chyba, że reklamy producentów dyktafonów oraz innej aparatury rejestrującej), ale sukces medialny gwarantowany.

W  tym momencie pomysł jak i domena są jeszcze wolne. Zapraszam do korzystania z pomysłu i pielęgnacji nowej świeckiej tradycji.

O ile w USA mają w zwyczaju mówić, że jak czegoś nie ma w Internecie to nie istnieje, to u nas jeśli czegoś nie nagrasz to tak jakby się nie wydarzyło.

“Wiesz jak jest, gdy twardy biznes I poezja wchodzą w kolizję”

Tuesday, June 12th, 2007

Rzeszę beta testerów serwisu blip.pl zamurowała dzisiejsza wiadomość o zakupie go przez firmę Gadu Gadu S.A. Jest to moim zdaniem doskonała okazja, by z odległego punktu widzenia pokusić się o ocenę całego tego zajścia. Nie chciałbym tutaj przytaczać reakcji użytkowników serwisu, bo jak każdy się domyślna reakcje są różne - kwadratowe i podłużne. Wielu składa autorom gratulacje, wielu też deklaruje rozstanie z serwisem. Czują zapewne, że tracą swoją enklawę, której powstawanie i testy śledzili z zaangażowaniem.

Ciekawa dyskusja na te tematy toczyć się będzie na forum NetTalk.

Czym jest blip.pl ?

Blip.pl jest bardzo przyzwoicie wykonanym klonem amerykańskiego hitu (jak widać również eksportowego) o nazwie twitter.com. Ignorant mógłby powiedzieć, że to serwis całkowicie pozbawiony sensu, w którym satysfakcję czerpiemy z informowania naszych znajomych ( i nie tylko ich, bo kto dziś wie kto jest naszym znajomym ?) o tym, że np. jemy kanapkę, ziewamy, czy wreszcie finalizujemy dzień i idziemy spać. Można też powiedzieć, że to takie wielokanałowe opisy na GG. Ostatnie lata w polskim i światowym internecie pokazują, że potrzeby ludzkie są nieodgadnione, a 90% z nich dla postronnego obserwatora jest nieracjonalne. Sam złapałem się na tym, że zacząłem coś pisać na blip.pl, zdarza mi się coś czytać, a nawet umieściłem blipowy widget na swoim blogu. I to w bardzo widocznym miejscu. Jak więc widać, blip.pl ma bliżej nieokreśloną silę przyciągania i to nie podlega dyskusji.

Czy wystarczy skopiować pomysł z zachodu, by odnieść sukces ?

Oczywiście, że nie wystarczy. Moim zdaniem pomiędzy pomysłem, a wykonaniem musi istnieć idealna równowaga i oba te elementy są kluczowe w ostatecznej rozgrywce. Autorzy wykorzystali sprawdzony już na zachodzie patent, ale w wykonanie włożyli swoją wiedzę i umiejętności. Opłaciło się, bo serwis przypadł wielu do gustu i wręcz krzyczał “korzystaj”. Jednym z autorów serwisu jest dobrze znany Marcin Jagodziński, autor popularnego netto.blox.pl. Wielu z nas może zazdrościć mu autorytetu jakim się cieszy w polskiej sieci. W dzisiejszym czasach nie ma autorytetów? Ok, ale są ludzie z blogami o dużej poczytności (i poczytalności, ale o tym później). Na liście beta testerów zgromadził ponad 600 osób, a w pewnych kręgach serwis żył już zanim został uruchomiony. W historię raczkującego serwisu wpisał się również skandal z udziałem serwisu grono.net. Czy to wystarczyło, by sprzedać serwis potentatowi po zaledwie kilkunastu dniach testów ? Przypadek? Strategia? Serwis stworzony na zamówienie publiczne czy osobiste, a może po prostu rynkowe? Ktoś znajomy w GG dał cynk, że warto iść w tym kierunku,a oni to kupią, bo sami porządnie zrobić nie potrafią? Nie wszędzie, gdzie ktoś uczciwie zarobił parę groszy pojawia się sPISek.

Dlaczego czuję niesmak (leciutki) ?

Czuję go, gdy czytam na blogu blip.pl “Dlaczego Gadu-Gadu S.A.? Możemy pisać, że jesteśmy dumni, że blipem zainteresowała się firma notowana na giełdzie, znana milionom polskich internautów. To prawda, jesteśmy dumni z tego powodu” w kontekście wypowiedzi na netto.blox.pl o firmie Gadu Gadu. Nie znam Pana Marcina osobiście, ale śledząc charakter jego postów liczyłem raczej na coś w stylu “Dobra, wiemy wszyscy jaki badziew uprawiają w tym GG, ale my też mamy swoją cenę i z tego powodu jesteśmy skłonni obdarować tych nieudaczników pierwszym w ich historii porządnym produktem”. Chyba, że umowa sprzedaży miała też dodatkową klauzulę. Nie mówię, że teraz autorzy blip.pl będą musieli dbać o dobry wizerunek nowego partnera biznesowego, ale widać nauczyli się już dostrzegać jego jasne strony. Notowany na giełdzie i znany milionom Polaków. Zupełnie jak kiedyś Universal.

Odrobina poezji w tym biznesie ?

Co powinni zrobić autorzy Marcin Jagodziński i Zbigniew Sobiecki, by przeprosić się niezadowolonymi z obrotu sprawy użytkownikami? Proponuję konta premium z opcją “Nie pokazuj milionowej hordy użytkowników GG” albo przynajmniej narzędzie tłumaczące w drugą stronę niż robi to Amanda Translator.