Bardziej z ciekawości niż z potrzeby (ok, skusiłem się na tą darmową 100wkę, którą dają na początek i perspektywą wygrania iPhone’a) postanowiłem otworzyć sobie konto w tej tzw. “wyższej kulturze bankowości” jaką rzekomo lansuje Alior Bank.
Moje wrażenia z pierwszej wizyty w oddziale są jednak dość niewysokie.
Przed wszystkim odwykłem już od stania podczas podpisywania dokumentów. Może jestem trochę rozpieszczony przez skóry i marmury w Noble Banku, ale bank w reklamach twierdzi, że można od niego wymagać, no to wymagam. Podpisanie umowy na ROR nie trwa 30 sekund (mimo iż wszystkie informacje podałem wcześniej przez internet) i choć liczyłem co najmniej na fotel z kawą to nic takiego nie miało miejsca. Możliwe, że mam chorą wyobraźnię.
Kolejna rzecz to oferta, która mimo lotnych haseł typu “Lokata nocna” i “Cashback” nie powala. Spodziewałem się, że będę agresywnie przekonywany do przeniesienia produktów do nowego banku, a nic takiego nie miało miejsca.
Zapytałem sam o możliwość przeniesienia kart kredytowych i linii kredytowej (zwanej też kredytem odnawialnym w rachunku). Ich karta oprocentowana jest na 22% (mBank daje mi 20%, Millennium 18,07%), z tą różnicą, że Alior obniża oprocentowanie gdy zadłużenie rośnie powyżej 5000zł. Nie czuję się przekonany. Co do lini kredytowej to mBank kasuje mnie 14,35%, podczas, gdy Alior chce 16%.. Prawda, Alior ma Cashback 1%, czyli płacąc kartą 5000 zł miesięcznie 50zł dostaję gratis. Nie wiem czy jest to warte przenoszenia się.
Potem postanowiłem zaatakować z grubszej rury i wypytać (już na siedząco) o pożyczkę hipoteczną. Tutaj ich oferta (oprocentowanie rzeczywiste 11,60% w PLN ) przegrała z Dominetem (9,5%) , ale wgrywa maksymalnym okresem kredytowania (50 lat vs 20 lat). Niestety, mój niecodzienny sposób rozliczania się z pracodawcą nie znalazł uznania w Alior Banku i są w stanie uznać tylko 80% wysokości moich zarobków. Są jeszcze banki, które tak na to patrzą, ale zdawało mi się, że na wymarciu.
Na plus można uznać prawie darmowe przelewy (to zbyt skomplikowane, żeby o tym pisać) i przyjaźnie wyglądającą bankowość internetową.
Na koniec perełka, czyli namiastka StarTrek’a w postaci wszechobecnych ekranów LCD zwisających ze wszelkich, możliwych płaszczyzn. Lekkim dziwactwem jest też konieczność składania części podpisów za pomocą tabletu LCD. To chyba taki trik, żeby klient miał o czym opowiadać znajomym i miał poczucie, że jednak był na statku kosmicznym, a nie w banku. Mi pisanie po ekranie średnio wychodzi, ale faktycznie jest o czym opowiadać. Szkoda natomiast, że nie ma z czego korzystać.
06.12.2008
Zbyt wcześnie pochwaliłem ich bankowość elektroniczną. Taki sposób wprowadzania hasła jaki zastosowali jest dla mnie bardzo niewygodny i dyskwalifikuje ich jako moje primary account. Dlaczego nie pozwolą wpisać mi całego hasła, co zajmuje mi ułamek sekundy, a takie odliczanie literek to dłuższa zabawa. Dobrze, że nie ścigali się na tym polu z Millennium, które każe mi za każdym razem wpisywać cyferki z dowodu osobistego!
Autor powyższej recenzji zastrzega, że jest laikiem w temacie bankowości, a przedstawiona powyżej opinia jest jego subiektywnym punktem widzenia.

