Około półtora miesiąca temu postanowiłem w banku Millennium zaciągnąć pożyczkę hipoteczną w CHF o wysokości 65 tysięcy złotych. Pożyczka ta charakteryzowała się tym, że miała nieporównywalnie niższe oprocentowanie (6,29%) od zwyczajnego kredytu konsumenckiego, gdzie oprocentowanie sięga nawet 25%. Zwłaszcza w przypadku, krótkiego okresu kredytowanie (5 lat) jaki mnie interesował. Zabezpieczeniem jest jakaś nieruchomość, wiec ryzyko dla banku dużo mniejsze.
Wszystko szło gładko i bezproblemowo, pozytywną decyzję otrzymałem 25 września i jak informowali mnie pracownicy banku lada dzień będziemy umawiać się na podpisanie umowy. Ostatnią przeszkodą miała być (raczej rutynowa) decyzja ubezpieczyciela, firmy zewnętrznej, która ubezpiecza takie kredyty.
No i pewnego pochmurnego dnia do siedziby banku Millennium dotarła informacja, że na świcie szaleje kryzys, biedne banki przestają już sobie ufać i nie pożyczają wzajemnie pieniędzy. Z dnia na dzień mój kredyt zaczął być dla banku problemem, bo jeśli mają do dyspozycji ograniczoną ilość gotówki to wolą ją pożyczać tak, by maksymalnie na tym zarobić, a zarobek 10 tysięcy złotych w ciągu 5 lat (tak by to wyglądało w moim przypadku) nie robi na nich wrażenia. Lepiej z takich małych kredycików ustukać ogromny, na 45 lat, podnieść marżę i dobrze zarobić.
Zaczęły się więc dziać dziwne i absurdalne rzeczy. Okazywało się, że pełnomocnictwo się nie nadaje (wcześniej było super) , że kolejne pełnomocnictwo nie zostało wysłane do analityka przez pracownika banku, mimo zapewnień, że tak się stanie. Sami już zaczęli się gubić w ściemnianiu, przestali odpisywać na maile i oddzwaniać na telefony.
Dzisiaj, czyli 15 października wyjaśnienie pojawiło się w prasie.
Dodatkowo, otrzymałem telefon od banku Millennium, że w związku z „sytuacją na rynku” i w trosce o „bezpieczeństwo swoich klientów” anulują wszystkie decyzje dotyczące kredytów w walutach i kierują do ponownego rozpatrzenia na nowych warunkach.
Moim zdaniem, ktoś w Millennium już dawno podjął nieoficjalną decyzję o wstrzymaniu tych kredytów, z tym, że oficjalnie potrzebna była np. uchwała zarządu, więc nakazali pracownikom robić wszystko, by uniemożliwić podpisanie już przyznanych kredytów. Gra na czas się opłaciła. Wreszcie oficjalnie i pełnoprawnie mogą powiedzieć mi „F*CK OFF”.
Ja rozumiem, że to są pieniądze banków (w pewnym sensie) i nie ma żadnego nakazu pożyczania ich komukolwiek, ale fakt, że byłem przez miesiąc czasu okłamywany przez instytucję, której powinno się z założenia ufać jest chyba godny odnotowania z pożałowaniem wyłącznie.
Widać ten cały kryzys nie dotyka wyłącznie sfery finansowej. Aktualne wydarzenia pokazują, że banki są ostatnimi instytucjami na świecie, które powinny mieć do czynienia z pieniędzmi, ale również i z ludźmi.
* Dzięki dla Arka za ilustrację do postu
Banki beda musialy wylozyc sporo pieniedzy na odzyskanie zaufania klientow, nie tylko w Polsce..
Polecam okladke Marketing Week z 16.10.2008
http://static4.blip.pl/user_generated/update_pictures/132875.jpg?1224076352
Dzięki, pozwolę użyć jej sobie jako ilustracji
Kryzys finansowy na własnym przykładzie…
Taka oto historia pewnego kredytu i sfrustrowanego klienta jednego z większych, polskich banków. …
Komentarze do tego wpisu znajdują się również na mirrorze tego bloga, pod adresem:
http://gibek.biznes.net/blogposts/view/15817-Kryzys_finansowy_na_wlasnym_przykladzie.html