Polecam (nie tak znowu nowy) artykuł na blogu webstop.pl na temat społecznego inwestowania na przykładzie serwisu pozwalającego nam stać się współwłaścicielem profesjonalnej, brytyjskiej drużyny piłkarskiej. Drugi zaś serwis pozwoli nam wcielić się w szefa wytwórni płytowej i inwestować w tych artystów muzycznych, którzy naszym zdaniem mają szansę na sukces komercyjny.
Dzisiaj postanowiłem sprawdzić oba serwisy.
Jeśli chodzi o myfootballclub.co.uk to moją szczególną uwagę zwróciły w miarę szczegółowe raporty finansowe dostępne dla wszystkich “akcjonariusz”. Nie udało mi się jeszcze doczytać na jakiej zasadzie można tam zarobić pieniądze. Hasło “The club has the potential to reach the Premiership” zachęca jedynie do tego, by zainwestować niezbędne minimum, czyli 35 funtów.
Pomijam już fakt, że drużyna Ebbsfleet United sezon zakończyła w środku angielskiej V ligi ze stratą finansową. Ale pewnie podczas sezony było sporo emocji i zabawy. Zwłaszcza przy wspólnym wyborze składu i taktyki
Może właśnie chodzi o samą zabawę i jest to nic innego jak serwis networkingowy, gdzie społeczność koncertuje się w okół czegoś co istnieje w prawdziwym świecie. Jest to i tak ogromny postęp ludzkości, jeśli pomyśleć o tym jak wielomilionowym biznesem są serwisy oferujące wyłącznie wirtualne przedmioty, opłacane prawdziwymi pieniędzmi. Chyba, że pojęcia “prawdziwy” i “wirtualny” nie mają już dziś żadnego znaczenia.
Moja, kolejna dzisiejsza inwestycja to dwie wokalistki szukające po 50k USD przy pomocy serwisu sellaband.com
Na wstępie zaznaczam, że Michaela Shiloh (tutaj na myspace) to ta, której muzyka mi sie podoba, a LAdY HaiDeE ma w tym momencie najkrótszą drogę do zebrania kwoty, która pozwoli jej nagrać płytę.
Możecie wesprzeć mój wybór inwestując min. 10 USD
Czy słusznie nazywamy takie serwisy społecznym inwestowaniem? Może jest to po prostu wyłącznie zabawa, a hasło “inwestowanie” jest jedynie na zachętę?
Pomimo tego co sądzi wielu z Was, uważam że serwisy tego typu przyjmą się w Polsce. Może nie dzisiaj, ale za 2-3 lata będą budzić równie wielkie emocje jak nasza-klasa.pl. Ile można marnować życia i pieniędzy na kupowanie wirtualnych kwiatków i czajenie się z nimi do panien, z którymi baliśmy się zamienić słowo na przerwie, w liceum, 10 lat temu, w prawdziwym świecie.
Ja chętnie spotkałbym się od czasu do czasu ze znajomymi, z którymi wspólnie zainwestowaliśmy np. w płytę artystki z Kalifornii, żeby np. zorganizować jej koncert i promocję w Polsce. A może wyjazd na mecz europejskich pucharów z naszym Internet United ?:)
Społeczne inwestowanie, czyli być jak Roman Abramowicz…
Pomimo tego co sądzi wielu z Was, uważam że serwisy tego typu przyjmą się w Polsce. Może nie dzisiaj, ale za 2-3 lata będą budzić równie wielkie emocje jak nasza-klasa.pl. Ile można marnować życia i pieniędzy na kupowanie wirtualnych kwia…