Wiedzą o Tobie tyle ile znajdą, a nie tyle ile chcesz żeby wiedzieli
Jednym z moich ulubionych powiedzeń jest rosyjska maksyma “Im ciszej jedziesz, tym dalej zajedziesz”. Nigdzie nie sprawdza sie lepiej niż w Internecie.
Niedawno kupowałem mieszkanie. Przy takiej transakcji w grę wchodzą dość duże sumy, warto więc negocjować (trzeba w ogóle umieć albo/i mieć jakieś argumenty). Podstawą do negocjacji jest chociażby minimalny zasób informacji na temat drugiej strony. Nikogo już nie dziwi, że po wpisania imienia i nazwiska w sieci można znaleźć ślad każdego. I tak np. w serwisie goldenline.pl znajdziecie na “mój” temat mnóstwo informacji: http://www.goldenline.pl/krzysztof_gibek. Ups, to chyba nie ja, ale imię i nazwisko się zgadza
A co byście powiedzieli, gdyby druga strona negocjacji zamieszczała z internecie relacje z ich przebiegu? Samobójstwo? Możliwe. Pamiętajcie, że publikując w sieci piszecie do wszystkich, a nie tylko do tych, których widzielibyście jako czytelników. Banalne ? Niby tak, ale pomyślcie jakiego doznałem szoku, gdy przeczytałem o sobie na blogu zbywców mieszkania i to dopiero na początku negocjacji: http://miliondolaroww12miesiecy.blox.pl/2007/10/Trudny-klient.html
Wnioski z tego wpisu zachowam dla siebie, chociaż przyznam, że więcej miałem ubawu niż wymiernych korzyści, ale jak to mówi stary, dobry dowcip “niesmak pozostał”.
Ostatnio zapoznawałem się bliżej z FaceBookiem (http://www.facebook.com/profile.php?id=702943331) i trafiłem przy okazji na artykuł http://www.time.com/time/business/article/0,8599,1687064,00.html. Jak wiecie (jeśli nie, to warto sprawdzić) Facebook to platforma, na która napisano mnóstwo aplikacji, których celem jest wywoływanie interakcji pomiędzy nami i naszymi znajomymi. Może się więc określać i definiować na podstawie preferencji muzycznych, filmowych, książkowych, geograficznych, kulinarnych, itp, itd. Możemy też zmusić różne inne serwisy, żeby informowały naszych znajomych o tym jakie strony ostatnio odwiedzaliśmy, jakiej muzyki słuchaliśmy, itp, itd. Cały ten obieg informacji na nasz temat dzieje się automatycznie i bez naszej wiedzy oraz kontroli. Możemy w prosty sposób doprowadzić do sytuacji, że każdy nasz krok w sieci będzie odnotowany i ciężko nam będzie potem zatrzeć ślady.
Prawdziwą wrzawę wywołał jednak nowy pomysł FB o nazwie Beacon. Pomysł polega na informowaniu naszych znajomych o dokonanych przez nas zakupach. Kolejny sposób towarzyskiej interakcji pomiędzy znajomymi ? Nic bardziej mylnego. Beacon to pomysł na świetny biznes, czyli na promowanie i reklamowanie określonych produktów. Jeśli my zdecydujemy się na zakup płyty CD czy nowego odtwarzacza MP 3 nasi znajomi dowiedzą się o tym i bardzo możliwe, że zapragną pójść w nasze ślady. Z natury lubimy chwalić się swoimi zakupami. Opowiadamy o nich, wyrażamy opinię, uzasadniamy, bronimy wyborów, często nakłaniamy innych, nie mając z tego żądnej, wymiernej korzyści. Gdzie leży problem? Doskonale obrazuje go poniższy cytat:
“What if you bought a book on Amazon called Coping with AIDS and that got published to every single one of your friends?”
Nie wszystkimi zakupami chcemy się więc chwalić, a czy dana nam będzie szansa o tym decydować? A może czeka nas zapotrzebowania na nowy rodzaj usług jakim będzie wymazywanie śladów naszej sieciowej aktywności? Za zakończenie zabawna historia, która przytoczyła Kira w komentarzu do linka: http://mojbiznes.pl/Panie-kup-Pan-Raport,link,454
December 9th, 2007 at 11:16
Są już usługi, które czuwają nad Twoją działalnością w sieci: http://reputationdefender.com
Śledzą Twoją działalność, przedstawiają raport, a Ty możesz zdecydować co usunąć.